Świat sztuki nieustannie szuka nowych form wyrazu, jednak technika KODRYSY zajmuje miejsce szczególne. To nie tylko malarstwo czy grafika, ale głęboki proces medytacyjny, w którym ręka artysty staje się przewodnikiem dla obrazów ukrytych poza progiem codziennej percepcji. W niniejszym wywiadzie zanurzamy się w filozofię tej unikalnej metody, uznanej na arenie międzynarodowej, oraz badamy, jak osobista historia, intuicja i energia wielkich mistrzów przeszłości splatają się w jeden wizualny język, zdolny do uzdrawiania i udzielania odpowiedzi na najbardziej intymne pytania.
Elżbieta, technika KODRYSY jest opisywana jako „dojrzała forma automatycznego rysowania”. Jak zmienił się Pani stan wewnętrzny podczas procesu twórczego na przestrzeni lat: czy łatwiej jest Pani wejść w ten stan, czy też wręcz przeciwnie, obrazy stały się bardziej złożone i wymagają więcej energii?
Nigdy nie miałam problemu, aby wejść na wyższy stan umysłu. To zachodzi u mnie automatycznie, niemal natychmiast po uchwyceniu narzędzia do ręki. Zauważyłam jednak, że czasem trudność stanowi nie sam proces, lecz osoba, której rysuję KODRYS. Gdy odczuwam silną blokadę energetyczną ze strony odbiorcy, muszę przerwać, zrobić przerwę i ponowić rysowanie po jakimś czasie, a niekiedy robię to kilkakrotnie, co wymaga ode mnie znacznie więcej sił i energii.Na samym początku moje prace były bardzo zabudowane, gęste i skomplikowane graficznie. Teraz są one mniej złożone i bardziej czytelne, co wynika z ich przełożenia na formę malarską. Najbardziej poruszającym i wyczerpującym energetycznie doświadczeniem była sytuacja, gdy rysowałam KODRYS dla Polaka, który zaginął na terenie innego państwa. Według mojego rysunku udało się precyzyjnie wskazać to miejsce – wiele szczegółów zgadzało się nawet w porównaniu ze zdjęciami satelitarnymi. Niestety pomoc przyszła zbyt późno. To wydarzenie pokazało mi, jak wielka odpowiedzialność wiąże się z moim darem. Teraz moje prace są może mniej skomplikowane graficznie, ale za to znacznie głębsze w treści.
Wspomniałeś, że KODRYSY pomagają dostrzec to, co „niewidzialne”. Czy zdarzały się przypadki, w których rozszyfrowanie rysunku radykalnie zmieniło życie osoby, dla której został on stworzony, lub pomogło znaleźć odpowiedź na pytanie, które przez lata wydawało się nierozwiązywalne?
Tak, to prawda – one pomagają dostrzec i zrozumieć to, czego nie widzimy gołym okiem. KODRYSY wyjaśniają ludziom ich skomplikowane sytuacje życiowe. Pamiętam kobietę, która po stracie męża i syna zamknęła się w domu jak ślimaczek w skorupce. KODRYS jasno zasugerował jej wtedy, aby nie rozpamiętywała przeszłości i nie tkwiła bez końca w bólu, lecz otworzyła się na ludzi. Inna osoba zapytała, czy mężczyzna, którego kocha, do niej wróci? Odpowiedź brzmiała: nie, bo był już z inną kobietą. Jeszcze inna osoba przez lata zastanawiała się, czy okradł ją brat – rysunek potwierdził te obawy, dając jasną odpowiedź: tak.
KODRYSY ukazują wiele ludzkich traum, ale także i sytuacje humorystyczne. Ciekawostką jest również to, że w tej technice czas nie gra roli. Znajomy, który twierdził, że jest reinkarnacją mitycznej Garudy, poprosił mnie, abym narysowała mu KODRYS. Przed wernisażem zadzwoniłam do niego i zapytałam o jeden element, który wyraźnie widziałam w jego rysunku, a o którym wcześniej mi nie wspominał – dlaczego widzę tam wimanę, czyli starożytny statek kosmiczny? Wtedy zaczął mi opowiadać o związku wimany z Garudą. Można by tak opowiadać bez końca, bo każdy KODRYS to inna tajemnica i inne spojrzenie na człowieka.
Symbolika odgrywa istotną rolę w twojej twórczości. Czy w ostatnim czasie pojawiły się w twoim „alfabecie” nowe symbole, będące odpowiedzią na współczesne globalne wyzwania, czy też KODRYSY zawsze odwołują się do odwiecznych, archetypicznych obrazów?
W KODRYSACH pod względem symboliki nie występują trendy, pojawiają się natomiast zaskakujące i nieoczekiwane porównania. Każdy znak pojawia się jako odpowiedź na konkretną sytuację i ma służyć jak najczytelniejszemu przekazowi informacji. Przykładem może być przypadkowe zajście w ciążę porównane do gry w jo-jo. Kot umieszczony na Pałacu Ślubów oznacza ślub cywilny, a telefon komórkowy symbolizuje przepływ duchowych informacji. Takich nieoczywistych zestawień jest bardzo wiele. Ukazują się symbole, które są najbardziej zrozumiałe dla odbiorcy. W przypadku symboli współczesnych i archetypów ukazuje się zawsze ten, który w danym kontekście jest bardziej zrozumiały. Jeżeli sens lepiej oddaje archetyp – pojawia się archetyp. Jeśli natomiast bardziej adekwatny jest symbol współczesny – używany jest on. Forma symbolu jest zawsze podporządkowana jasności i precyzji przekazu informacji.
Od ponad roku jesteś członkiem projektu Global Talent Confederation. Czy mógłbyś opowiedzieć nam o najważniejszych wydarzeniach i działaniach, które miały miejsce w trakcie Twojego członkostwa?
To był rok pełen niesamowitych przeżyć. Najważniejszym wydarzeniem było uczestnictwo w Festiwalu Światowej Konfederacji Talentów w Londynie i Wielka Gala Dinner w luksusowym hotelu The Chesterfield Mayfair. Otrzymanie Certyfikatu w uznaniu dla moich prac oraz możliwość zaprzyjaźnienia się z artystami najwyższej rangi z całego świata to było dla mnie bezcenne doświadczenie.
Kolejnym ważnym krokiem był Art Tour w Hiszpanii. Tam mogłam naocznie zapoznać się z arcydziełami Salvadora Dalego i Pabla Picassa. Teatr-Muzeum Dalego wywarł na mnie kolosalne wrażenie – jego prace niesamowicie ze mną współgrały. Poznałam też dzieła mistrza architektury Antoniego Gaudiego i jego słynną Sagrada Família. To wszystko, wraz z plenerami w ogrodach Santa Clotilde, było wspaniałą kumulacją pomysłów artystycznych i przyjacielskich więzi z artystkami z ponad dwudziestu krajów. Na moim lokalnym forum otrzymałam nagrodę Burmistrza Barcina za całokształt pracy artystycznej oraz miałam wystawę w podziemiach Pałacu w Lubostroniu.
Twój okres członkostwa w Konfederacji zbiegł się w czasie z aktywnym rozwojem Twojej marki. Jakie było dla Ciebie najważniejsze osiągnięcie zawodowe w tym roku jako artystki? Czy czujesz wsparcie społeczności w wytyczaniu tej „nowej ścieżki”, o której wspomniałaś?
Najważniejszym osiągnięciem zawodowym w 2025 roku była bez wątpienia nominacja i zdobycie tytułu „Artysty Europy 2025” w Wenecji. Zgłosiłam swoją kandydaturę przez Pitturi Amo i zostałam laureatką, co poprzedziła dokładna weryfikacja. Wierzę, że moje dotychczasowe osiągnięcia w Global Talent Confederation musiały być tam zauważone.
Odczuwam wielkie wsparcie i opiekę ze strony Konfederacji – przynależąc do Was, czuję się silniejsza i pewniejsza w tym, co robię. Podoba mi się, że dbacie o wszystkich, a pytania, które zadajecie, świadczą o wysokim profesjonalizmie i dogłębnym, wnikliwym zainteresowaniu pracą twórczą każdego artysty. Czuję, że dzięki temu wsparciu łatwiej jest mi kroczyć tą nową drogą.
W listopadzie 2025 roku odbyła się Global Talent Confederation ART TOUR. Jaki wpływ na Twoje nowe prace miała kultura, światło i architektura Hiszpanii? Czy pod wpływem tej podróży w KODRYSY pojawiły się nowe kolory lub rytmy?
Po przyjeździe z Hiszpanii kończyłam jeszcze kilka KODRYSÓW, ale to właśnie będąc tam, nasunęły mi się zupełnie nowe pomysły na zmianę szaty graficznej moich prac. To hiszpańskie światło i specyficzny rytm architektury sprawiły, że zaczęłam inaczej postrzegać przestrzeń na papierze. Będę teraz na dniach zaczynała nowy projekt i sama jestem niezwykle ciekawa, jaki będzie końcowy rezultat tego wpływu hiszpańskiej kultury na moje wewnętrzne wizje.
Wycieczka artystyczna po Hiszpanii to wyjście poza strefę komfortu. Czy podczas tej podróży napotkałeś jakieś nowe wyzwania lub nieoczekiwane źródła inspiracji, które zmusiły Cię do spojrzenia na własne „kody” i technikę rysowania w nowy sposób?
Zanurzając się w sztuce mistrzów, nie sposób było przejść obojętnie obok ich dzieł. Każde z nich silnie oddziaływało na moje zmysły, a szczególnie bliskie mojemu sercu stały się grafiki na papierze czerpanym, które widziałam w Hiszpanii. Zawsze chciałam sama spróbować zrobić taki papier i teraz płonę chęcią przeprowadzenia tego eksperymentu – jestem bardzo ciekawa, jak wyglądałby na nim KODRYS. Jeśli chodzi o prace na większych powierzchniach, to również nasunęły mi się nowe pomysły, które zamierzam wkrótce wykorzystać, wychodząc poza dotychczasowe schematy mojej techniki.
Inspiracją dla Pani stał się pomysł wykorzystania papieru czerpanego po podróży do Hiszpanii. Jak ważna jest dla Pani „materialność” pracy? Czy tekstura papieru lub sposób jego wytwarzania może zmienić sam energetyczny „kod”, który się na nim ukazuje?
Myślę, że papier czerpany wprowadziłby niezwykle ciekawe doznania wizualne. Jego nierówna faktura i naturalny kolor powierzchni nadają pracy szlachetności, a namalowanie KODRYSU w wersji monochromatycznej mogłoby dodatkowo podkreślić jego mistyczny charakter. Jednak jeśli chodzi o sam kod energetyczny, mogę powiedzieć jedno – papier nie ma na niego wpływu. Nie jest w stanie zmienić treści przekazu, który pozostaje niezmienny, niezależnie od powierzchni czy nośnika, na którym zostaje utrwalony. Materia jest tylko sługą ducha.
Wspomniałeś o pracy nad książką o powstaniu warszawskim i historii swojej rodziny. Czy te ciężkie wspomnienia historyczne mają wpływ na twoją dzisiejszą twórczość? Czy KODRYSY może pomóc tobie i twoim czytelnikom uporać się z traumami zbiorowymi z przeszłości?
Głęboko jestem wdzięczna mojej mamie, że mogłam poznać losy mojej rodziny z okresu II Wojny Światowej. Bezpośrednio nie ma w KODRYSACH oddźwięku z tych wspomnień, ale zauważyłam coś innego – zrozumiałam, że jestem sumą ich postaw i charakterów. To, co oni przeszli, ich honor, bohaterska postawa w każdej trudnej sytuacji, pozwoliła mi zrozumieć moją własną siłę, dzięki której pokonałam w życiu olbrzymie trudności, nigdy nie idąc na skróty. Notabene książka ta jest bardzo ciekawa i może zainteresować niejedną osobę; aby ją zakończyć, czekam jeszcze na dokumenty z Instytutu Pamięci Narodowej.
Tej siły potrzebowałam również, aby nie zejść z obranej drogi artystycznej, mimo że w większości galerie odmawiały mi wystaw. Natomiast ludzie z olbrzymim zainteresowaniem oglądali i słuchali opowieści o KODRYSACH, a inni wciąż czekają na książkę, którą o nich napiszę. Jeżeli chodzi o przezwyciężenie zbiorowych traum, to zadaliście bardzo ciekawe pytanie – jest ono dużym wyzwaniem. Sama jestem ciekawa, czy w tej materii pojawiłaby się jasna odpowiedź ze strony KODRYSÓW.
Historia Pani rodziny jest pełna heroizmu i siły ducha. Gdyby tworzyła Pani KODRYS uosabiający więź pokoleń i „pamięć genetyczną”, jaki kluczowy symbol, Pani zdaniem, mógłby pojawić się w jego centrum?
Gdybym miała stworzyć taki KODRYS, byłaby to dusza Polaka. W jego centrum koniecznie pojawiłby się Biały Orzeł, a wokół niego wybrane sceny z historii naszego kraju: Husaria, Grunwald, Bitwa Warszawska, Monte Cassino. Wokół tych wydarzeń byliby zwyczajni ludzie – tacy jak moi dziadkowie – którzy mimo przeciwności losu potrafili godnie stawić czoła wszelkim trudnościom. Nastał czas pokoju, ale życie wciąż wystawia nas na próbę – sprawdza naszą wytrzymałość, pokorę i uczciwość. Myślę, że ja zdałam ten test na 5+, i to właśnie dzięki moim korzeniom i sile przodków, która we mnie płynie. To ta pamięć genetyczna jest moim fundamentem.
Gdybyś mógł wyobrazić sobie idealną galerię przyszłości, w której odbywałaby się wystawa KODRYSY, gdzie by się ona znajdowała i jaka atmosfera panowałaby w jej wnętrzu, aby widz mógł jak najgłębiej zanurzyć się w medytacji?
Wyobrażam sobie to tak: na ostatnim piętrze smukłego wieżowca, tam gdzie niebo spotyka się z linią morza, znajduje się atelier przyszłości – sanktuarium stworzone specjalnie dla KODRYSÓW. To przestrzeń, w której sztuka oddycha światłem, a światło reaguje na emocje. Nad całą galerią unosi się dach z inteligentnego szkła. Jego powierzchnia zmienia barwy niczym żywy organizm – błękitnieje, gdy morze jest spokojne, rozświetla się złotem podczas zachodu słońca, a w pochmurne dni otula wnętrze miękką, perłową poświatą. W nocy potrafi przybrać głębokie odcienie fioletu i granatu, tworząc wrażenie, że atelier dryfuje w kosmicznej przestrzeni.
Panoramiczne okna otwierają się na bezkres wody. Fale odbijają światło, jakby chciały współtworzyć ekspozycję. W tle płynie delikatna, relaksacyjna muzyka. Dźwięki reagują na ruch zwiedzających, tworząc wrażenie, że przestrzeń słucha i odpowiada. Każdy KODRYS ma swoje własne półokrągłe miejsce – nowoczesną interpretację pałacowych podziemi. Nisze są podświetlane miękkim światłem, które podkreśla strukturę i energię każdego dzieła. W centrum znajduje się minimalistyczna strefa twórcza, gdzie nowe prace powstają w rytmie zmieniającego się nieba.
Wspomniała Pani, że KODRYSY to dar jasnowidzenia i wysokich wibracji. W jaki sposób dba Pani o swoją równowagę energetyczną i jak regeneruje się Pani po pracy nad trudnymi emocjonalnie przypadkami, takimi jak poszukiwanie osób zaginionych?
Tak, to prawda – KODRYSY są nierozerwalnie związane z jasnowidzeniem. Świat wokół nas stał się bardzo toksyczny, dlatego staram się maksymalnie ograniczać kontakt z niskimi energiami. Nie oglądam brutalnych filmów, nie śledzę wiadomości ani nie wystawiam się na działanie podprogowych reklam. Z natury jestem samotnikiem – jak kot chodzę własnymi drogami – i to również chroni mnie przed niestabilnymi energiami.
Dbanie o swoją energię to temat rzeka. Przed rozpoczęciem rysowania KODRYSU zawsze stosuję mentalną ochronę. Często po zakończeniu pracy nad trudnym przypadkiem odczuwam silną potrzebę kontaktu z naturą. Wtedy moim najlepszym azylem staje się domek na działce, a szczególnie chwile spędzone na hamaku na tarasie. Zanurzam się w energii kwiatów i drzew, czując z nimi głęboką jedność.
W 2025 roku otrzymała Pani w Wenecji prestiżowy tytuł „Artysty Europy”. Jak to wysokie międzynarodowe uznanie wpłynęło na Pani wewnętrzne poczucie misji? Czy czuje Pani teraz większą odpowiedzialność za szerzenie swojej metody na świecie?